Spis treści

 

niedziela, 8 stycznia 2017

Rozdział 12

Rozdział dedykuję Julii Gawlik :* Gdyby nie ty, pewnie tego rozdziału nadal nie było :D

Spojrzeli sobie w oczy. Draco jeszcze raz upewnił się, że to na nią padło, a w duchu zaczął wyklinać, czemu do diabła nie wybrał pytania.
Zgadza się.
Dzióbek butelki był ułożony równiutko w stronę Hermiony, niczym za jakimś zaklęciem.

-To jakiś absurd.! - Draco klął w myślach- Żebym całował Granger! Tą cholerną świętoszkę! Może i się z nią pogodziłem, ale to nie znaczy, że mamy skoczyć w swoje ramiona i się całować! Może od razu seks na stole!

Po tych rozmyślaniach westchnął głośno i wyrecytował sobie w myślach swoje życiowe przykazanie ;

,,Malfoyowie nigdy nie tchórzą,
w szlamach się nie durzą,
Półkrwi i szlamy za nic mają,
Nigdy się nie poddają
Jestem Malfoy i mam zawsze to co chcę"

... Więc czy chcę, czy nie chcę ukończę wyzwanie me - dopowiedział w sobie i kiwnął zrezygnowany głową i aby się zmotywować jeszcze bardziej powiedział głośno:

-No dobra, wyzwanie, to wyzwanie.

Przesunął się w stronę Hermiony. Spojrzał jeszcze raz w jej brązowe oczy, próbując doszukać się w nich jakichś uczuć.
 I zobaczył zakłopotanie. A przynajmniej tak to wyglądało.
 Powoli zbliżył ku niej głowę, a widząc, że nie ucieka głową, ani też wzrokiem przybliżył się jeszcze trochę. Delikatnie położył swoją dłoń na jej policzku i spojrzał na jej duże czerwone usta
 -Ciekawe, czy umie się całować- przeszło mu przez głowę.
 Przysunął jej głowę ręką bliżej swojej. Na jego dotyk wzdrygnęła się trochę, co Draco skomentował jedynie podniesieniem brwi.
Dzieliło ich już tylko 5 centymetrów. Popatrzyli sobie w oczy.
Orzech i stal.
Czy je kiedykolwiek mogłoby coś łączyć?

Draco zdecydowanie przysuwa głowę do Hermiony i przybliża swoje wargi do jej.
^^^
Widziała jak powoli się do niej przybliża, czekając na jej nieme pozwolenie. Które mu dała, choć był jej wrogiem.
Ptfu, byłym wrogiem. W końcu to tylko gra, prawda?
Przybliżył się do niej i dotknął jej ust swoimi wargami.
Zaczęli się całować. Najpierw delikatnie i powoli, niczym dryfujący statek na spokojnym morzu. Blaise takie pocałunki nazywał drętwiakami, ale cóż się im dziwić?
 Draco całował delikatnie i jednocześnie brutalnie, z pożądaniem, które w każdej minucie stawało się coraz większe. W pewnym momencie Hermiona położyła rękę na jego włosach i jeszcze bardziej przyciągnęła do siebie.
To już nie był drętwiak.

Całowali się z taką zaborczością i zachłannością, że wyglądali jak dwie dopasowane przyssawki. Całowali się coraz mocniej i namiętniej, aż mlaskało. Draco złapał ją w pasie i jeszcze mocniej pogłębił pocałunek.

 Po chwili oderwali się od siebie, oboje ze zmierzwionymi włosami i oczami zasnutymi mgiełką, o przyspieszonym oddechu, a trójka ich przyjaciół patrzyła na tą scenę z szeroko otwartymi oczami.
Hermiona odsunęła się od Dracona i poprawiła i tak już rozczochrane włosy. Otrząsnęła się już z szoku, podobnie jak ślizgon. Jednak ich przyjaciele nadal mieli zaskoczone miny (jadaczki otwarte aż do ziemi, a oczy wyskakiwały im z orbit).

- Draco?...- spytał Blaise i uśmiechnął się pod nosem. Mam nadzieję, że będę ojcem chrzestnym! I muszę zacząć przygotowywać wieczór kawalerski! Zadzwonię do tego klubu z nagimi paniami, może jeszcze będą miejsca!

- No co? - wzruszył ramionami Draco, nie wiedząc o czym myśli Zabini. Bo raczej gdyby wiedział, to już pewnie wraz z Teodorem kopaliby w Zakazanym lesie dół na zwłoki -Ruda kazała.

Ginn nadal nie mogła się otrząsnąć. Co tu się właśnie stało? Wypita duża dawka Ognistej wyraźnie nie pomagała rozwiązać tej zagadki.
Odszukała więc spojrzeniem Teodora, z którym się już zakumplowała, ale po jego minie już wiedziała, że raczej niczego się od niego nie dowie.

Teodor siedział cicho, sztywno wyprostowany w białej zmiętej koszuli i czarnych jeansach wpatrzony w jeden punkt na podłodze.

Hermiona nie odezwała się słowem. Nadal szumiało jej w głowie. Nigdy nikt jej tak nie pocałował...
A teraz...
Jej wróg....
Ptfu, były wróg. Otrząsnęła się, odgarnęła włosy do tyłu i pomyślała :
No cóż, plotka, że Malfoy niesamowicie całuje okazała się prawdziwa.

- Em... - Hermiona zerknęła na każdego towarzysza z osobna. - chyba pora już iść spać. - była zmęczona, głodna i właśnie pocałowała się z byłym wrogiem. Chciała już sobie iść zanim ten dzień stanie się jeszcze bardziej popieprzony.

- Nie, no co ty..- Blaise pokręcił stanowczo głową - czy coś się stało? Bo jakoś mi się nie wydaje! Malfoy wykonał zadanie. Teraz on kręci. - zakomenderował.

Draco wziął butelkę i zakręcił nią porządnie.

Padło na Diabła.

- Pytanie czy Wyzwanie, Diable? - spytał Draco wesołym głosem, lecz w duchu zastanawiał się skąd ta gryfonka nauczyła się tak całować...

- Hmmmm- Diabeł zrobił minę filozofa- Niech będzie wyzwanie. Może i ja dzisiaj w kimś zasmakuję- tu spojrzał na Ginn, jednak ta tylko prychnęła gniewnie i powiedziała,, Nigdy w życiu!".

- Wyzwanie powiadasz - Draco aż zatarł ręce a Diabeł już wnet miał pożałować swojego wyboru - Masz iść wykraść rajtuzy McGonagall. - Draco uśmiechnął się arcy ślizgońsko i wyłożył zadowolony na podłodze.

- Dobra! - zawołał Blaise- zawsze chciałem wiedzieć, jakiej marki nasza McBabka ma rajstopki.- wstał i ruszył w stronę drzwi.

- Zaraz! - zawołała Hermiona - Przecież może cię złapać! Nie idź tam! - była przerażona wizją Blaisa w sypialni swojej nauczycielki.

- Na tym przecież polega ta zabawa, Granger- westchnął Draco, nadal leżąc- Zawsze ryzykujesz. Prawdą lub wyzwaniem. Blaise wybrał wyzwanie, niech więc czyni swoją powinność. - Blaise zasalutował Draconowi i wyszedł.

W salonie zapanowała cisza, tylko Draco nucił sobie pod nosem.

- Nie podoba mi się to- powiedziała Hermiona, gdy po 15 minutach Blaisa nadal nie było. - A jak mu się coś stało?- spytała zaniepokojona.

-Spokojnie - zaoponował Draco - Najwyżej McStaruszka wlepi mu szlaban i będzie musiał czyścić kible w szkole. Zresztą- Blaise już tak często myje kible w szkole, że ostatnio zastanawiał się, dlaczego mu za to nie płacą.

Nikt się na to nie odezwał.
Ruda leżała rozpostarta na podłodze i patrzyła w sufit próbując zapanować nad chaotycznymi po alkoholu myślami.
Teodor natomiast od wyzwania Dracona nie odezwał się słowem. Teraz oparty plecami o swoje jednoosobowe łóżko czytał książkę.
Draco w dalszym ciągu leżał na podłodze, nucąc sobie jakieś dziwne piosenki pod nosem, a Hermiona...

Właśnie, a Hermiona co?

Siedziała po turecku i patrzyła ciągle na zegarek, martwiąc się, że Zabini wpadł w jakieś kłopoty.
Uhhhhhhhhhhhh!
 Czemu ten kretyn nie dał mu jakiegoś łatwiejszego zadania?? Głowiła się. Choćby zjedzenia fasolki Bertiego o smaku koziego moczu?
Ale nie!
 Jemu są potrzebne do szczęścia rajtki McGonagall. Idiota! Spojrzała z pogardą w stronę Dracona, który w dalszym ciągu udawał, że nie widzi jej rozzłoszczonego wzroku.

- Spokojnie Granger- powiedział w końcu, nadal patrząc w sufit - Wróci.

- A jeśli wróci ze szlabanem?

- To wróci ze szlabanem. - odparł i ziewnął przeciągle - nie ględź.

- Ja ględzę? - spytała już nieźle wkurzona Hermiona. - To ty kazałeś swojemu najlepszemu przyjacielowi iść do sypialni McGonagall po jej zasrane rajtki! A co jeśli się obudziła i przypakowała mu zaklęciem myśląc, że to jakiś złodziej?! Może już ma kłopoty- Hermiona podniosła się gwałtownie. - Idę tam.

- Granger. - warknął Draco również się podnosząc. - Czy ty... - zaczął, lecz niedane mu było skończyć, bo właśnie do pokoju wleciał cały zdyszany Blaise, mając w ręce to, o co Draco poprosił.

- Mam - podniósł rękę ze skradzioną częścią odzieży w dłoni niczym puchar. - Chociaż ciężko było.

Hermiona westchnęła z ulgą.
- Widzisz Granger, a nie mówiłem? - powiedział blondyn.

- Och zamknij się - odparła Hermiona - Chodź Ginn, idziemy do siebie. Mam już dość tego dnia.

- Ja też - odparła Ginn wstając.

- Także miło było- Hermiona uśmiechnęła się do Teodora, który o dziwo odwzajemnił jej uśmiech- ale już idziemy.

I już po chwili zniknęły za drzwiami  ślizgońskiego dormitorium.
^^^
Nazajutrz Hermiona i jej przyjaciółka obudziły się z bólem głowy.

Hermiona natychmiast przypomniała sobie wczorajszą noc i krzyknęła na głos:

- Co ja najlepszego zrobiłam?!

- Co.. Co się dzieje? - mruknęła jeszcze na wpółśniąca Ginny, a nieotrzymwszy odpowiedzi przewróciła się na bok w stronę ściany i otuliła pierzyną. Po chwili spod jej kołdry zaczęło dobiegać ciche chrapanie.

W tym czasie Hermiona poszła do łazienki i popatrzyła na swoje odbicie w dużym prostokątnym lustrze stojącym nad umywalką naprzeciwko wyjścia z powrotem do ich sypialni.

- Co ja najlepszego zrobiłam? - mruczała do siebie. Miała na myśli pocałunek oczywiście.
Mimowolnie spojrzała na swoje usta, które jeszcze kilka godzin temu były całowane przez  ślizgona.

- Boże. Nigdy więcej nie piję ze ślizgonami. - schowała twarz w dłoniach.






I widzicie? Mówiłam, że nie potrafię pisać regularnie. 
Rozdział nieco pogmatfany i moim zdaniem dziwny, ale myślę, że nie jest tak źle!
Rozdział pojawi się.... - GDZIEŚ W TYM ROKU 😂 Może za tydzień , może za miesiąc, a może za pół roku. 
Tak czy owak kiedyś będzie, tyle obiecuję
Mercima

sobota, 19 listopada 2016

Rozdział 11

 - Musimy porozmawiać- powiedział zdecydowanie Draco.
Hermiona spojrzała na niego, wyraźnie się spięła.
- Dobrze. - ściągnęła rękę z klamki i wykonała 3 kroki w kierunku Dracona ( nie mniej, nie więcej!)
Draco kiwnął głową w stronę kuchni. Hermiona skinęła mu i ruszyli w stronę kuchni. Najpierw weszła Hermiona, potem Draco. Zamknął drzwi.
- A więc? - Hermiona oparła się o blat kuchenny, żeby chociaż wyglądać na pewną siebie. (a nie była!) - O czym chciałeś porozmawiać? - spytała sucho, lecz z nutką ciekawości w głosie.
Draco stanął przy drzwiach, naprzeciwko niej. Przewracała wzrokiem po kuchni, zatrzymywała wzrok na każdym naczyniu, powoli, usiłując nie zwracać uwagi na to, że blondyn bacznie jej się przygląda.
- Granger... - zaczął. Nareszcie zwróciła ku niemu swoje orzechowe oczy. Nabrał powietrza i kontynuował: - Nie owijając w bawełnę. Chcę cię przeprosić. - nie odrywał od niej oczu, ona od niego też nie. W jej oczach gościło teraz szczere zdziwienie.
-Przeprosić?- spytała, jakby nie mogła pojąć.
-Przeprosić- powiedział mocno Draco.-Za.. - westchnął głęboko-  za wszystkie złe rzeczy, które ci wyrządziłem.-powiedział mocno, nie odrywając od niej wzroku.
Przeprosić.... Teraz? Naprawdę? A kiedy ostatnio z nim rozmawiała olał ją totalnie. A ona próbowała... On myśli, że to jest takie łatwe! - myślała kasztanowłosa, spuszczając wzrok z Draco, na umywalkę, w której piętrzył się stos naczyń do pozmywania.
Przez chwilę milczeli.
- Wiesz- przerwała ciszę Hermiona, Draco zwrócił na nią wzrok - to nie jest proste. - spojrzała mu w oczy.- Ani trochę.
- Wiem- powiedział twardo Draco - Wiem, byłem głupi- dodał. - I naiwny- powiedział ciszej.
-Naiwny? - spytała Hermiona, marszcząc brwi.
Draco westchnął.- Nieważne. - machnął ręką.
- Wiesz,to strasznie boli- powiedziała- ale postaram się. - Draco podniósł na nią oczy- ale nie oczekuj,że nagle staniemy się super znajomymi, czy coś w tym stylu.- dodała i nagle cały stres i sztywność z niej odpłynęła.
- Spoko- parsknął Draco i uśmiechnął się do Hermiony. Ta odwzajemniła lekko uśmiech.
Przez chwilę tylko uśmiechali się do siebie.
- No to co? - spytała Hermiona - idziemy sprawdzić, czy się już nie pozabijali?
- Jasne- parsknął Draco - mam nadzieję, że Ruda ich jeszcze nie okaleczyła tymi swoimi długaśnymi paznokciami.
Hermiona parsknęła śmiechem.
Draco otworzył drzwi i ukłonił się niczym służący- Panie przodem.
- Dziękuję- parsknęła znów Hermiona- Patrzcie jaki nagle dżentelmen się z niego zrobił.
- Zawsze taki byłem. - odpowiedział zgryźliwie- tylko ty tego nie widziałaś.
- Jasne- odparła sarkastycznie Hermiona.
 Stanęli oboje w progu i pootwierali aż buzie, gdyż zobaczyli dość niecodzienny widok.
Teodor i Blaise siedzieli na jednej sofie, ruda na drugiej... Co robili? Grali. W co? W rozbieranego pokera, i z tego co było widać Ginn wygrywała, bo Blaise był już bez spodni , a Teodor bez koszulki i skarpetek.
- Ginn? - spytała Hermiona. - Ty, ze Ślizgonami? - spytała sarkastycznie.
- Wiesz- Ruda wychyliła się zza kart- kiedy was nie było chwilę rozmawialiśmy i dokonałam przełomowego odkrycia! - powiedział, po czym położyła na stoliku 3 asy.
- Jakiego? z spytała Hermiona i usiadła koło niej. Draco usiadł naprzeciwko, na kanapie z półnagimi kolegami.
- Że Ślizgoni też mają mózgi!
- Ej! - zawołał Blaise- Bez takich!
Ginn tylko wystawiła mu język.
- Oni naprawdę są okej ludźmi- powiedziała do Herm.- Teodor czyta te same książki co ja, Blaise też!
- O! - Hermiona zdrowo się zdziwiła.
- Dobra Blaise! - zawołała ruda- Mam 3 asy! Rozbieraj się! - zaśmiała się diabelsko.
- Oszukujesz! - Diabeł wskazał na rudą oskarżycielsko palcem - Na pewno oszukujesz! - mimo to, zaczął ściągać koszulkę.
- Ło, na Godryka! Jak to zobaczę to chyba wzrok stracę! - Herm zakryła oczy dłonią.
- Ej, Granger! Ja mam przecież idealną klatę!-poklepał się Diabeł po brzuchu.
Hermiona zerknęła. I kaloryfera bynajmniej tam nie zobaczyła....
- Eeej, ludzie! Może zagramy w butelkę?! - zawołał Teo.
- Czemu nie- kiwnęła głową Hermiona, w sumie, to nigdzie jej się nie spieszy, do świtu jeszcze daleko, za to może się wielu ciekawych rzeczy dowiedzieć.
-Ale ja chcę dokończyć grać w pokera!- tupnęła nogą Ginn. - Chcę zobaczyć jak ślizgoni przegrywają całkowicie z jedną gryfonką!
- Ale Ginn- zaśmiała się Hermiona- oni już przegrali- przeleciała wzrokiem po półnagich ślizgonach i roześmiała się, a Draco jej zawtórował.
- Dobra!
W końcu wszyscy zgodziliśmy się zagrać. Ale jak się okazało, nie ma butelki!
- Ej! - zawołał Draco- my mamy butelki ognistej, ale pełne.
- Ej, to mam pomysł,- wtrącił Teo- oglądałem kiedyś w telewizji, jak kilka osób siedzi w kółku i mają po butelce jakiegoś piwa. I każdy z nich po kolei mówi: nigdy przenigdy.... I mówi czego nigdy nie zrobił. a ci co to zrobili biorą łyka ze swoich butelek. Wygrywa ten, kto pierwszy wypije swoje piwo.
- Doooobra- powiedzieliśmy zgodnie.
Draco przyniósł butelki ognistej i wręczył każdemu z nas. Wstaliśmy z sof i usiedliśmy na podłodze w kółku.
- Dobra, to może ja zacznę - powiedział Teodor - Nigdy przenigdy nie dostałem żadnego trolla (najgorsza ocena).
- pfff- prychnęła Ruda, a Blaise jej zawtórował i oboje pociągnęli po łyku Ognistej.
Hermiona rozbawiona uśmiechnęła się lekko do Dracona, oni nie dostali nigdy żadnego trolla.
Następny był właśnie Draco
- Nigdy przenigdy nie całowałem się z chłopakiem - uśmiechnął się cwanie, patrząc na Blaisa.
- No ej! Zrobiłeś to specjalnie- powiedział Diabeł tonem małego obrażonego dziecka - Byłem wtedy pijany!
- Nie mogłeś być tak pijany, żeby pomylić Goyla z Astorią
- Najwyraźniej mogłem- mruknął i pociągnął mocnego łyka.
Draco obserwował kątem oka, czy kasztanowłosa się napije. Ta spojrzała na niego i pochyliła się nad trunkiem.
No tak- pomyślał- przecież Wieprzlej ją całował. - skrzywił się.
Ginn też pociągnęła dużego łyka. Ona miała Harry'ego Pottera, ale przed nim było też paru innych...
Następna była Hermiona.
- Nigdy przenigdy- zaczęła- nie myślałam, że zacznę lubić Ślizgonów.
Trzej ślizgoni napili się a teraz była kolej na Ginny
- Nigdy przenigdy nie lubiłam blondynów. - zerknęła na Dracona- Sorry Malfoy, nie ten typ.
Nikt nie pociągnął łyka. Grupa usłyszała westchnięcie i po chwili Hermiona Granger upiła łyka ognistej. Draco uśmiechnął się, lekko rozbawiony. Czuł się prawie tak, jakby to był od niej komplement.
- A mi nigdy przenigdy - rzekł Diabeł - nie podobał się nikt z tego grona.
Zabrzmiała cisza.
Naraz Blaise usłyszał 4 westchnięcia i wszystkie butelki poszły w ruch.
....
- Dobra! Wygrałem- zawołał triumfalnie Diabeł unosząc pustą butelkę niczym złoty puchar - Jestem królem tej gry.
- Stary - powiedział Draco- ty robiłeś praktycznie wszystko....
- To może teraz w końcu zagramy w butelkę? - spytała Ginn
Wszyscy ochoczo przystali na tę propozycję, byli trochę wstawieni.
Pierwszy zakręcił Teodor. Wypadło na Ginny.
- Prawda, czy wyzwanie? - spytał Teodor.
- Hm..- zamyśliła się ruda analizując, który wybór będzie lepszy.
- Prawda.
- Z iloma chłopakami spałaś? I wymień ich- spytał prosto z mostu Teodor. Słyszał o Weasleyównie różne plotki, ciekawy był, czy są one prawdą.
Ruda zmieszała się. Teraz nagle stwierdziła, że lepiej by było, gdyby wzięła wyzwania, no ale trudno. Za późno.
- Cóż... Był Dean Thomas- zaczęła wyliczać Ginny- Ernie McMillian- na dźwięk tego nazwiska Hermiona skrzywiła się mimowolnie. Ten dupek się do niej dobierał. - Terry Boot, Smith.... - Hermiona zakrztusiła się własną śliną. Smith? Zachariasz Smith? Serio?
Nic jednak nie powiedziała, stwierdziła, że nie będzie się mieszać w sprawy łóżkowe przyjaciólki. Bo sama Hermiona spraw łóżkowych nie miała....
Ginny już brała butelkę by kręcić, ale przerwał jej Malfoy.
- Zaraz. A Potter?
- Co ,,Potter"? - spytała Ginn, ale mimowolnie się zaczerwieniła.
- No, to przecież twój chłopak.
Ginny unikała spojrzeń swoich współtowarzyszy. Uparcie utkwiła wzrok w butelce po ognistej.
- Nie spałaś z nim- powiedział Draco, nie dowierzając- Co, czeka z tym do ślubu? - zadrwił.
- Malfoy, nie przeginaj- zbeształa go Hermiona, choć sama chciała to wiedzieć.
W końcu Ginny odpowiedziała.
- Bo Harry... Harry jest prawiczkiem.... - powiedziała to tak cicho, że gdyby nie przysunęli się w odpowiednim momencie, nie usłyszeliby.
Nastała cisza, po chwili zamieniła się ona w istne wariatkowo.
Blaise i Teodor śmiali się tak głośno i tak mocno, że aż dziwne, że nie wypluli płuc, Draco śmiał się tak, że z oczu płynęły mu łzy rozbawienia. Natomiast Ginny wrzeszczała na nich, że mają nikomu o tym nie mówić. Dopiero po przysiędze harcerskiej całego grona ruda w końcu się uspokoiła i mogli grać dalej. Wzięła butelkę i mocno nią zakręciła:
Blaise, Teodor, Draco, Hermiona, Ginny, Blaise, Teodor.... Draco.
- Prawda czy wyzwanie? - spytała ruda, namyślając się już, jakie zadanie lub pytanie mu zadać
- Wyzwanie- powiedział pewnie Draco. O wiele woli wyzwanie od niewygodnych pytań
- Pocałuj osobę, którą wskaże ci butelka- rozkazała Ruda.
-Spoko- odparł Draco i odebrał od Rudej butelkę.
Położył ją na ziemi i mocno zakręcił.
Kręciła się i kręciła..... I kręciła.....
Kręciła....
Kręciła....
Hermiona, Ginny, Blaise, Teodor, Hermiona.. Ginny..Blaise...Teodor...Hermiona...Ginny...Blaise...Teodor.......Hermiona
Butelka zatrzymała się, a dopiero co pogodzeni wrogowie spojrzeli sobie w oczy.



Podoba się?

P.S. Następny rozdział będzie w pierwszym tygodniu grudnia 😀
Mercima





niedziela, 6 listopada 2016

Rozdział 10

Hermiona, nieco zaskoczona odparła
- Może jakiegoś soku...
- Pomarańczowy, Porzeczkowy, jabłkowy? -spytał blondyn grzebiąc w barku.
- Pomarańczowy. - odparła natychmiast.
Draco spojrzał na nią, podnosząc brew.
- Znaczy... Obojętnie. - zapeszyła się Hermiona.
Blondyn grzebał jeszcze chwilę w dużym barku, po czym wyciągnął z niego karton soku pomarańczowego i butelkę ognistej.
- Zabini- mruknął, stawiając trunki na stole- przydaj się na coś, idź po szklanki.
- Się robi- Blaise zasalutował i ruszył w stronę drugiego pomieszczenia, kuchni.
Już spieszę z wyjaśnieniem, Snape załatwił im kuchnie, bo Zabini co noc skradał się do kuchni ,, po pożywienie, bo nie może przecież głodować", a że tajniak z niego żaden  został wielokrotnie złapany, a co za tym idzie jego dom tracił sporo punktów, a na to Snape pozwolić nie mógł.
Draco, siadając na łóżku zaczął rozmowę:
- Mogę wiedzieć, co się z tą tutaj stało? - kiwnął głową w stronę łóżka Blaisa na którym w dalszym ciągu smacznie spała Ruda.
- Em.. Trochę przesadziła z alkoholem. - powiedziała Hermiona, myśląc, że już chyba bardziej czerwona być nie może.
- Na imprezie byłyście? - zdziwił się Smok.
- Tak - odparła Hermiona trochę sztywno
- W VictoryPub stary, nie byle gdzie- dorzucił Teo.
Draco kiwnął głową z uznaniem.
- Jeden z moich ulubionych lokali.
- Aha. - Hermiona była nie dość, że spięta i cała czerwona, to jeszcze nie wiedziała o czym niby ma z nim rozmawiać. Chciała się jak najszybciej stamtąd zwijać, dlatego zerknęła na stan swojej przyjaciółki. Nadal spała wywalona na łóżku Diabła niczym kot. Hermiona westchnęła.
- Diable! - zawołał Teo. - Co z tymi szklankami?
Z kuchni dobiegł jakiś dźwięk, coś na kształt przeżuwania.
Teo westchnął demonstracyjnie i poszedł do kuchni mrucząc coś bardzo podobnego do
- Wszystko za niego muszę robić. Nawet szklanek nie umie przynieść.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, rozbawiona zachowaniem szatyna. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie Dracona, i z powrotem jej usta zacisnęły się w kreskę.
- Wiesz co Granger? - spytał znienacka.
Hermiona spojrzała na niego, czekając co powie.
- Nie jesteś aż taka zła, jak się nie odzywasz. - uśmiechnął się wrednie.
- Dzięki za komplement.- odparła zimno. - Za to ja niestety nie mogę powiedzieć tego o tobie.- spojrzała mu hardo w oczy.
- Niby dlaczego? Czyż nie jestem twoim wybawicielem od rudych pokrak? - spytał kpiąco.
- Poradziłabym sobie sama. A poza tym... - zaczęła.
Nagle coś wybuchło.
- A niech to szlag! Zabini ty idioto!- usłyszeli wrzask
- To nie ja, to to ustrojstwo!- usłyszeli zrozpaczony drugi głos.
Hermiona natychmiast wstała i szybko podeszła do drzwi od kuchni i aż przystanęła.
Albowiem.... Kuchenka mikrofalowa stała w ogniu, dymiła się, nad nią stał Teodor wyczarowujący strumień wody by ugasić pożar, a Zabini siedział na podłodze i kiwał się w przód i w tył, kwiląc cicho.
- Na Salazara. - usłyszała głos obok siebie. Spojrzała na Dracona a ten kiwnął zrezygnowany głową. - Przegraliśmy panowie. - powiedział grobowym głosem .
- A idź ty- machnął ręką Teo,zbulwersowany całym zajściem, spojrzał jeszcze raz na spaloną doszczętnie kuchenkę mikrofalową- Ale przynajmniej wiemy, kto za to zapłaci. - spojrzał jadowicie na Blaisa, który nadal kiwał się do przodu i do tyłu, trzymając dłonie w geście modlitwy.
- Nie- powiedział blondyn- i tak musimy losować. Ale nikt nie powiedział, że całkiem przypadkiem nie wypadnie na Blaisa. - powiedział z wyczuwalną groźbą w głosie.
Hermiona nadal stała w drzwiach, próbując zorientować się o czym oni rozmawiają, i dlaczego Zabini zrobił się taki... Blady?
- No Diable- Teodor podniósł zdruzgotanego  przyjaciela z podłogi- wytłumacz wszystkim zgromadzonym co się stało.
- Bo ja... - załkał- chciałem sobie szarlotkę podgrzać.
- Coś ci nie wyszło.- westchnął Draco- No cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem Diable. Najwyżej będziesz musiał je posprzątać.
Blaise spojrzał na niego i westchnął, już spokojniej - Wiem.
- Mogę wiedzieć o co chodzi? - spytała Hermiona, i jak na zawołanie wszyscy troje odwrócili głowy w jej stronę, przypominając sobie o jej obecności.
 - Założyliśmy się z pewnymi krukonami- zaczął wyjaśniać Teo- że nie zepsujemy niczego z mugolskiej kuchni przez miesiąc...
- O- pokiwała głową Hermiona.- A o co się założyliście? - spytała zerkając na Diabła.
- Ta grupa, która przegra- westchnął Zabini- Musi .. - Blaise nagle się zaciął i schował twarz w dłoniach.
- Musi wylosować jednego ze swoich- kontynuował wypowiedź Blaisa Teodor - i ten musi przebiec cały Hogwart w samych bokserkach- zrobił pauze- przefarbowany na różowo farbą, która zmywa się dopiero po miesiącu i podczas biegu co 2  minuty krzyczeć ,, Krukoni moim panem są".
Hermiona rozszerzyła oczy.
- Musimy się naradzić....Mamy przekichane- westchnął Teo.
- Trzeba było się nie zakładać.- powiedziała roztropnie Herm, zlustrowała całe pomieszczenie i wyszła z powrotem do pokoju. Mijając Malfoya poczuła cudowny zapach perfum.
,, Cudowny? Chyba sobie żartujesz!" pomyślała Herm. - Nic co ma związek z Malfoyem nie jest cudowne! Co ona tu w ogóle robi! Musi sobie stąd iść.
Podeszła szybkim krokiem do łóżka Blaisa i zobaczywszy, że Ginn się jeszcze nie obudziła, trzepnęła ją za rękę.
- Ginny.- terepała nią Hermiona- Ginny obudź się!
-Mhhhh- usłyszała tylko.
O nie młoda damo, pomyślała Hermiona i wyciągnęła różdżkę.
- Aquamenti! - zawołała a z jej różdżki wypłynął strumień wody, wprost na rudowłosą.
- Aaaa! - ruda, obudzona rozglądała się na boki z dezorientacją. Nad sobą zobaczyła Hermionę. Złą Hermionę.
- Oo, cześć Herm. - wykrztusiła niemrawo- ale mnie głowa boli. - chwyciła się za tył głowy
- Nic dziwnego- powiedziała Herm z naganą w głosie- wypiłaś więcej ognistej niż Hagrid na pogrzebie Aragoga.
- Oj tam- machnęła ręką Ruda- nie przesadzaj.
Z zaciekawieniem zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, co jakiś czas wzdychając, że boli ją głowa. Powoli trybiła.
- No i jak? - Hermiona stała nad nią z założonymi rękami- Wydedukowałaś już gdzie jesteśmy?
- Kto gdzie jest? - wychylił się z kuchni Zabini, już w nieco lepszym humorze.
Ginny widząc Zabiniego najeżyła się.
- Już wiem gdzie jesteśmy. - spojrzała na Mionę i wstała szybko z łóżka, otrzepując się-I już idziemy.
Hermiona pokiwała głową w jej stronę, z wyraźną aprobatą.
Trochę zdziwiła ją taka nagła reakcja Ginn na przyjście Zabiniego. Wiedziała, że go nie lubi, ale nie, że aż tak.
- Tak. - powiedziała- Dziękuję, że nas nie wsypałeś przed kolegami. - kiwnęła Hermiona Zabiniemu.
- Nie ma sprawy, Granger - uśmiechnął się Zabini, po czym mruknął ni z tego ni z owego w stronę Ginn - a ty ruda, możesz wpadać do mojego łóżka kiedy chcesz- uśmiechnął się zadziornie, widząc, jak Ginn purpurowieje na twarzy- Ty Granger też wpadaj, w końcu jeszcze dwa łóżka są wolne. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Raczej nie skorzystam. - odparła Hermiona, choć cieszyła się w duchu, że poprawiła swój stosunek z Zabinim. W sumie nie był taki zły.
- A ja w ogóle nie skorzystam.- odezwała się kamiennym głosem Ginn.- Nigdy.
- Oj tam, ruda -zerknął na nią diabeł- nie mów, że moje łóżko nie jest niewygodne.
Ginn już miała odpowiedzieć, gdy z kuchni wyłonili się pozostali ślizgoni.
- O, obudziłaś się... - Teo zawahał się - Ginny
Ginn uniosła wyżej głowę i rzuciła w stronę Teodora - Jak widać, Nott.
Ten nie przejął się tą docinką, najwyraźniej takiej odpowiedzi się spodziewał, bo kiwnął tylko głową.
- My już pójdziemy- zaoponowała Hermiona. - Bardzo wam dziękuję, za to, że mogłyśmy się tu ukryć- obdarzyła Teodora i Blaisa ciepłym uśmiechem, natomiast na Dracona nawet nie spojrzała. - Będziemy o tym pamiętać.
Ruda i Hermiona podeszły do drzwi, a w tym czasie Blaise kopnął Dracona w kostkę. Trzy razy. Draco rzucił mu nienawistne spojrzenie, ale Diabeł nie ustępował. Obiecał sobie, że pomoże temu debilowi (czytaj: jego przyjacielowi) pogodzić się z Granger. Miał bowiem w tym własny biznes. Jaki? Za niedługo się okaże, ale teraz musi zmusić Dracona do rozmowy Granger. Niby taki odważny z niego Smok, a rozmowy z Granger się boi! Śmiechu warte.
Po czwartym rąbnięciu w kostkę i kolejnym nienawistnym spojrzeniu Dracona, przybliżył się do niego i syknął mu do ucha: Ogarnij się! Albo teraz się z nią pogodzisz albo nigdy! - świsnął mu do ucha.
Na twarzy Draco nieoczekiwanie zagościła determinacja. - Masz rację.
- Granger! - zawołał. Dziewczyna miała już dłoń na klamce. Odwróciła się zdziwiona.
- Tak? - spytała.
- Musimy porozmawiać- powiedział zdecydowanie Draco.




^^^



PRZEPRASZAM!
 
Stwierdzam jedno- nie dam rady publikować postów regularnie. Przepraszam 😢

Oczekujcie następnego rozdziału do końca miesiąca.... Jeśli w ogóle będzie wam się chciało na niego czekać :/

Mercima








poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 9

- I wtedy rudy by się przewrócił...Czujesz temat - mówił ożywiony Teo, bogato gestykulując rękami, którymi co chwilę uderzał przez przypadek w kant swojego łóżka- dokładnie w środek...
- Blee- skrzywił się Draco, przerywając mu- Weź nie powtarzaj mi tego trzeci raz, bo zaraz kolację zwrócę.- powiedział  skrzywiony z obrzydzenia.
Ślizgoni siedzieli na swoich dużych drewnianych łóżkach usłanycn zieloną jedwabną pościelą w swym dużym dormitorium(poprosili Snape'a by mogli razem dzielić pokój),
 które dzielili jeszcze z Blaisem- przez którego całe dormitorium wyglądało jak chlew (a przynajmniej tak sobie Smok z Teodorem tłumaczyli).
Teodor przewrócił swoimi czarnymi jak noc oczami i spojrzał na blondyna karcąco.
- Mogę mówić dalej?
- Nie. -odparł wrednie blondyn - Wyjaśniłeś mi to bardzo dokładnie.
- Ale... - Teo chciał jeszcze coś dopowiedzieć.
- Trzy razy. - przerwał mu Draco, tym razem sucho, po czym dodał już łagodniej- Nie musisz mi po sto razy wszystkiego powtarzać. Przecież już tyle odpałów przeszliśmy i żadnego nie schrzaniłem...
Teodor westchnął.
- Masz rację, ale zależy mi na tym, by ten numer wyszedł perfekcyjnie. Rudy musi zapłacić. Za wszystko. - ostatnie zdanie wypowiedział tonem, który mroził krew w żyłach.
- Hmm...No tak, ostatnio za bardzo podskakuje... I jeszcze próbował uszkodzić moją majestatyczną twarz... - Draco nie chciał mówić nic o tym, że to przez ryżego Granger jest najpewniej podłamana psychicznie, bał się reakcji Teodora, że on, Draco Malfoy mówi o szlamie.
 I to o Granger.
Ale rudy naprawdę zasłużył na porządny łomot.
Blondyn martwił się, bo decyzja, by pogodzić się ze swoimi dawnymi wrogami (oprócz tego plugawego Weasleya knuta niewartego!) może stanąć na przeszkodzie przyjaźni jego i Notta. A do tego przecież nie mógł dopuścić. Teodor był jego przyjacielem od małego, nie mógł go stracić. Nigdy!
Nie chciał też siedzieć bezczynnie, w końcu postanowił zmienić swoje zachowanie, czując coraz większe wyrzuty sumienia.
- Draco, żyjesz?- wybudził go z transu Teo  uśmiechając się pod nosem- o czym tak dumasz?
- A nic.. Nic. - mruknął nieprzytomnie w odpowiedzi Draco i spojrzał na przyjaciela.
- No więc chciałbym skutecznie dowalić wieprzlejowi za to, że nam napyskował ostatnio, za Hermionę i... za to, że po prostu jest rudy- Teo uśmiechnął się wrednie i uderzył pięścią o pięść.
- Aha- mruknął Draco.
Zaraz zaraz... Za HERMIONĘ?
Nie szlamę??
Nawet nie Granger, tylko Hermionę??
Co jest? (Co tu się odjebało?) Draco Malfoy musi wybadać sprawę.
- Hmm..? Za tę... szlamę? - ledwo przeszło mu to określenie przez gardło, dawno go nie używał, ale dla dowiedzenia się, co też Teodorowi się pokręciło w głowie chyba warto go użyć.
Teodor spojrzał na niego dziwnie.
- Smoku- westchnął- musimy poważnie porozmawiać.
^^^
-Hermmmi... Dll...dla...Czego juszz poszłysssmy?... - zapytała ledwo przytomna Ginn podtrzymywana przez przyjaciółkę.
- Bo jesteś pijana, poza tym...- Hermiona zaczerwieniła się na wspomnienie niezbyt przyjemnego pocałunku z podpitym brunetem - Poza tym już bardzo późno. Chodźmy do naszego pokoju...- Hermiona przystanęła i ze zdziwieniem rozejrzała się po dużym pomieszczeniu, całym w różnych odcieniach zieleni i połyskującego srebra. Jej wzrok zatrzymał się na obrazie naprzeciwko nich.
-Slytherin...Salazar Slytherin- szepnęła sama do siebie. - Szlag.
- CCO... moowisz? - spytała chrapliwie Ruda pochylając się ku twarzy przyjaciółki.
- Ginn... Cicho.- szepnęła Hermiona przykładając palec do ust - Jesteśmy u wroga.
- Volemorta?? - krzyknęła Ginn.
-ćsssiiiiii! Na litość boską, bądź cicho.... Muszę nas jakoś stąd wyprowadzić, bez spotkania kogokolwiek. (bo miałyby przesrane) - szepnęła gorączkowo.
^^^
- Tak więc mam gdzieś jaką kto ma krew, czy czystą, czy brudną, czy pół na pół. Przecież byłem do tego zmuszony, przez nich.- mówił emocjonalnie Teo- Przez śmierciożerców. I przez mojego ojca - dodał, a w jego oczach zabłysnął gniew.
Draco patrzył z niedowierzaniem na Teodora wygłaszającego swój interesujący monolog i nie mógł uwierzyć własnym uszom i własnemu szczęściu. (w końcu głupi mają to swoje zasrane szczęście). A więc mógł się zmienić, bez żadnych obaw, że Nott się od niego odsunie! Prawie skakał z radości pod sufit.
- A więc jak.... Dokopiemy Wieprzlejowi?- zawołał bojowo.
-Dokopiemy! - zawołał Teo, unosząc prawą rękę w geście bojowym, uderzając boleśnie łokciem o podparcie łóżka.
^^^
Czarnoskóry chłopak szedł tanecznym krokiem w stronę pokoju wspólnego Slytherinu , nucąc ,,Pszczółkę Maję" pod nosem. Był bowiem w bajecznym humorze. Wszedł do pokoju wspólnego i nadal nucąc, skierował się do ich pokoju. Już miał rękę na klamce, gdy za sobą usłyszał dźwięk pękającego wazonu. Natychmiast się odwrócił, a to co zobaczył strasznie go zdziwiło.
- Weasley? - parsknął śmiechem, patrząc na ukrywającą się dość nieudolnie pod stołem dziewczynę. Ta mruknęła coś niezrozumiałego w odpowiedzi i wyczołgała się spod stołu.
- Ginn, musiałaś? - spytał głos po lewej, Blaise z dekoncentracją spojrzał w tamtą stronę i zobaczył wyłaniającą się zza starej zbroi... Granger?
Ruda machnęła tylko ręką w odpowiedzi i próbowała się podnieść, podpierając się o stół jedną ręką.
-Granger? - Blaise znów parsknął śmiechem- Co wy tu robicie?
- Cześć Zabini. Jak widać, stoimy. - odparła Hermiona, zerkając na nieudolne próby wstania Ginn z podłogi- Ale już wychodzimy. - chciała się jak najszybciej stąd ulotnić, zanim ktoś jeszcze je zobaczy.
-Chodź Ginn- Hermiona podeszła do przyjaciółki i zaczęła ją podnosić.
-Mrrrhhhhh.... - burknęła Ginn, podpierając się o kasztanowłosą.
- Gdzie się tak schlała? -spytał zaciekawiony Blaise, kiwając głową na rudą.
Hermiona odwróciła się w jego stronę i mruknęła speszona
- W VictoryPub.
Blaise aż gwizdnął.
-No - powiedział- zasób alkoholu tam mają niezły. - uśmiechnął się.
Hermiona nieśmiało odwzajemniła uśmiech.
- Mogę cię o coś prosić?- spytała niepewnie, poprawiając rękę Ginn na swoim ramieniu.
-Pewnie- Blaise kiwnął głową.
- Mógłbyś nikomu nie mówić, że tu byłyśmy...? - spojrzała na niego prosząco.
-Spoko - kiwnął głową- Każdemu się zdarzy.
Taa... Wylądować z pijaną przyjaciółką w pokoju wspólnym wrogiego domu? Jaaasne.
Brązowowłosa uśmiechnęła się promiennie.
- Dziękuję. Aha! - odwróciła się w stronę stołu i wyciągnęła różdżkę- Reparo.- mruknęła i antycki wazon stłuczony przez rudą złożył się w całość.
- No- kiwnęła głową na Zabiniego- to my idziemy.- przekręciła się z Ginn w stronę drzwi.
I wtedy usłyszała kroki.
- Czekaj, zapomniałem wziąć z pokoju wspólnego książki o wojnie goblinów! Zaraz wracam - usłyszała i zamarła.
- Okej Terrence!
Blaise podszedł do niej szybko, wziął pod ramię Ginn i szepnął - Szybko! Chodźmy do dormitorium. - zaczął ciągnąć ją w lewą stronę.
Hermiona spojrzała w stronę wyjścia z tego piekielnego ślizgońskiego pokoju wspólnego. 10 metrów. Spojrzała w stronę pokoju, który wskazywał ślizgon. 5 metrów. Po expresowej analizie ruszyła (wręcz galopem) podtrzymując z jednej strony młodszą gryfonkę, Blaise zaś podtrzymywał ją od drugiej strony.
Złapali za klamkę, otworzyli drzwi i wpakowali się do środka, trzaskając drzwiami.
- Hej, co tak trzaskasz drzwiami Diable! Śmierć cię goni? I kogo trzymasz...? - Teodor Nott, siedzący na łóżku spojrzał na niego i z niemym, aczkolwiek pozytywnym zdziwieniem zobaczył dwójkę nieproszonych gości.
- Wow! To dlatego cię nie było od rana? -spytał Teo, kiwając z rozbawieniem głową- ładnie to tak balować beze mnie?- uśmiechnął się i zerknął na speszoną brązowłosą - Hej Hermiono.
- Cześć Teodorze. - uśmiechnęła się, a jej policzki nabrały rumieńców.
-  Siadaj. - klepnął miejsce obok siebie na łóżku i odłożył przed chwilą czytaną jeszcze książkę- Co cię do nas sprowadza o tej porze? - spytał zaciekawiony.
-Och.. Wiesz... To było przypadkowo... - Hermiona zaczęła się plątać w wyjaśnieniach, czerwieniąc się jak piwonia.
Blaise parsknął śmiechem i położył śpiącą już  Rudą na jednym z łóżek.
- Stary, chciałoby się, ale one tylko przejazdem.- roześmiał się Zabini i wyjaśnił Teodorowi w czym rzecz.
Teodor po wysłuchaniu pokręcił tylko głową i kiwnął głową na rudą- Ta to nieźle zabalowała.
- No nie? - powiedział Blaise i rozglądnął się po pokoju w poszukiwaniu czegoś... Lub kogoś .
- A gdzie Smok?
- W łazience- odparł Teodor - Bierze prysznic. A się zaskoczy, kto nas odwiedził- uśmiechnął się do Hermiony, która nadal walczyła z potwornymi rumieńcami na twarzy.
Wtem drzwi łazienki otworzyły się i stanął w nich blondyn.
Hermiona spojrzała w jego stronę i od razu odwróciła wzrok.
Smok był bowiem.... W samym ręczniku.
- Smokuuuu! - krzyknął Blaise wesoło- Patrz kto nas odwiedził- pokazał dłonią na siedzącą na łóżku obok Teodora Granger.
Blondyn spojrzał w jej stronę i zmarszczył brwi ze zdziwienia.
- Granger? - ...- A co ty tu robisz?
- Ja ....- Hermiona natychmiast się podniosła- Nic. Już idę.
- E, e! Spokojnie- Blaise złapał ją za rękę i posadził z powrotem na łóżku. - Nasz smok na pewno się cieszy, że cię widzi. Prawda Smoku?- Blaise spojrzał porozumiewawczo na Smoka, ale ten wlepił tylko w niego oczy.
No co jest?! Przecież chciałeś się z nią pogodzić! My chcemy się z nią pogodzić! No dajesz! Próbował przekazać mu na migi Blaise.
- Ta...- mruknął Smok, jakby otrząsnął się z szoku. Podszedł do szafki, wziął jakieś dresowe spodnie i podkoszulek, po czym poszedł się ubrać.
- Ja... Naprawdę już pójdę...- jąkała Hermiona, podczas jego chwilowej nieobecności.
- No nie wygłupiaj się! Pójdziesz, jak ruda się obudzi - odpowiadał jej na to Teo. A Blaise mu przytakiwał.
- Jestem- mruknął Draco, stając już ubrany w drzwiach łazienki, po czym ruszył w stronę swojego łóżka.
Usiadł na nim i rozpoczął konwersację.
- A więc... Jakim cudem się tu znalazłaś? - spytał, chyba ciut zbyt ostrym tonem, bo dziewczyna od razu się wyprostowała.
- Źle się teleportowałyśmy.- odparła, zerkając, czy Ginn się przypadkiem nie budzi. Nic z tego.
- Och. Okej. - odparł kiwając ze zrozumieniem głową, wstał z łóżka i podszedł do barku.
- Czego się napijesz?
Hermiona spojrzała na niego z lekkim szokiem.  ( zmieniacz nastroju lvl Hard xD)

Przepraszam, że tak późno dodany, ale jest 😜
Mercima













wtorek, 16 sierpnia 2016

Do zobaczenia za tydzień

Witam, moi kochani!
Nie bijcie Agi Ani!
Bo Aga Ania się starała
Lecz rozdziału nie napisała
Wybaczcie Mercimie
Co Agnieszka ma na imię
Bo czasu nie miała
Urodziny wyprawiała
Lecz zdradzę Wam rąbek tajemnicy
Co będzie w następnej bloga stronicy
Teo się zmiesza
Draco zdębieje
Ginn spojrzy na Diabła bezradnie
A Hermiona z wrażenia aż z krzesła spadnie.

Cześć 💜
P.S. Rozdział za tydzień

Mercima





sobota, 6 sierpnia 2016

2 Liebster Award

2 Liebster Blog Award
Nominowała mnie Arabella (dziękuję  <3) z bloga http://dramione-more-than-deal.blogspot.com/2016/02/liebster-blog-award_3.html?m=1
Pytania :
1. Ulubiona postać z Harry'ego Pottera?
Zdecydowanie Draco Malfoy! Można patrzeć na niego z różnych perspektyw, jest także dużo ciekawych teorii na jego temat :)

2. Gdybyś mogła wybrać jeden przedmiot z Hogwartu, to co by to było?
Hmm... Ciekawe pytanie, myślę, że wzięłabym najchętniej pelerynę niewidkę

3.Co byś zrobiła, gdybyś dostała list z Hogwartu? Chodzi mi o pierwszą reakcję.
Myślę, że byłabym zszokowana, aczkolwiek bardzo szczęśliwa!

4. Dlaczego założyłaś bloga akurat o tej tematyce.
Hm.. Pół roku temu przeczytałam moje pierwsze Dramione, potem jeszcze jedno i jeszcze jedno... I wtedy w moim umyśle zrodził się pomysł, by samemu też coś napisać

5. Piosenka dzieciństwa?
Jak Anioła Głos
Kaczka Dziwaczka xD

6. Ulubione pary HP? Niekoniecznie kanoniczne.
Oczywiście Dramione, Ginny i Blaise, Severus i Lily

7. Kiedy pierwszy raz przeczytałaś HP?
Jakieś 3 lata temu?

8.Gdybyś miała wybrać jedno miejsce , gdzie spędziłabyś resztę życia, to jakie by to było?
Hm... Wcześniej wybrałabym Paryż, ale przez imigrantów rezygnuję. W takim układzie chyba Aversa we Włoszech

9. Jaka jest twoja ulubiona sentencja?
,,Życie to opowieść idioty, pełna wrzasku i zgiełku, lecz nic nie znacząca.'' ~Szekspir

10. Co cię inspiruje w pisaniu?
Czytelnicy oczywiście, świadomość, że ktoś czyta to co tworzę, że ktoś naprawdę chce to czytać  :)

Dziękuję za nominację <33

Ja nominuję:

Basiabella z bloga http://dramione-uczucia-rodem-z-cyrku.blogspot.com/?m=1

Pytania:
1. Ulubiona książka?
2. Ulubiony parring z HP?
3. Co wolisz: pelerynę niewidkę czy Czarną Różdżkę?
4. Plaża czy góry?
5. Ulubiona postać z HP?
6.Ulubione kwiaty?
7. Czy kochasz teraz kogoś? (oprócz rodziny)
8. Czym jest twoja wena?
9. Co kochasz robić?
10. Jak twoim zdaniem będzie wyglądać twoja przyszłość?
Dziękuję ;)

Mercima

środa, 3 sierpnia 2016

Rozdział 8

Teleportowały się przed pub. Hermiona od razu spojrzała na szyld jak się okazało ogromnego na kilometr pubu i wytrzeszczyła oczy, po czym spojrzała na podekscytowaną Ginny.
-Ginny... Gdzie my u licha jesteśmy?!- krzyknęła poddenerwowana Hermiona- Miałyśmy iść do normalnego pubu , a nie do...- zabrakło jej na moment słów.
-Do tego olbrzymiego, ekstrawaganckiego pubu dla najlepszych i najbogatszych czarodziei? - dokończyła za nią Ginn.
-Właśnie- przytaknęła, zanim ogarnęła.- Ej! Nie to miałam na myśli.
-Oj Miona- Ginn spojrzała na nią błagalnie- to najlepszy pub w całym czarodziejskim świecie. Nie chcę iść do jakiegoś małego pubu dla lamusów.- spojrzała na minę Herm i dodała- Bez obrazy, oczywiście.
-Ginn... - Herm spojrzała jeszcze raz na ogromny budynek, z którego dobiegała głośna muzyka i śmiechy. - No dobra. Co mi szkodzi.
-Jeej! - Ginn krzyknęła głośno- Super imprezo, nadchodzimy!
^^^
- Weasley idiotą jest... Każdy to wie... Rudym debilem jest .... i to fest....- nucił Draco pod nosem jedząc kolację w Wielkiej Sali. Odkąd Blaise wymyślił nową przeróbkę ,, Weasley naszym królem jest'' i zaśpiewał ją Draconowi (oczywiście fałszując) to ten nie mógł przestać jej nucić. - Damskim bokserem jest..... Zawala każdy test....
- Oprócz ciążowego- wtrącił się Teo, siedzący  naprzeciwko niego i wziął się za jedzenie kiełbaski grillowanej.
-No dokładnie- zaśmiał się Draco i spojrzał na Teo. -To co robimy dzisiaj ?
- To co zawsze Pinky. Podbijamy świat- roześmiał się Teodor.
Draco spojrzał na niego z niezrozumieniem. Jaki Pinky?
Teo westchnął cicho. Jak był mały to przyjaźnił się z mugolską dziewczynką w jego wieku, oglądali razem mugolskie bajki. Jego rodzice oczywiście o tym nie wiedzieli. Byli ,,zajęci'',zabijaniem niewinnych ludzi.
-Jaki Pinky? - usłyszał słowa Dracona, który aż przestał jeść jajecznicę.
- Aa, nikt ważny- odparł Teo i machnął lekceważąco ręką - Wiesz, mam pewną propozycję. - oczy mu się zaświeciły. - Co ty na to, by zrobić Wieprzlejowi niemiły żart? - uśmiechnął się ślizgońsko.
Blondyn zastygł z jajecznicą przy ustach i odwzajemnił uśmiech.
- Co więc proponujesz?- spytał, wkładając widelec z jajecznicą do ust.
-Nie tutaj- odparł Teo.- Chodźmy do dormitorium. A tak w ogóle, to gdzie Blaise? -spytał zdziwiony.
- A nie wiem, gdzieś wsiąkł.- odparł Draco- Pewnie znowu się opił.- dodał lekceważąco.
- No nic- powiedział niezrażony Teodor- zaczniemy bez niego.
^^^
Szedł opuszczonym korytarzem, ubrany w czarną pelerynę z kapturem. Jego twarz była niewidoczna, zwłaszcza, że na tym korytarzu panował mrok. Po chwili stanął na środku korytarza, odwrócił się i wszedł do jednej z sal. Drzwi skrzypiały złowrogo,  ale młody czarodziej najwyraźniej się tym nie przejął.
Wszedł do ciemnego pomieszczenia i stanął.
Wyciągnął różdżkę.
- Lumos- powiedział cicho, a z jego różdżki wystrzelił strumień światła.
Skierował różdżkę na stary stół nauczycielski, a także na zniszczone i całe oblepione kurzem i pajęczynami ławki.
Wyciągnął różdżkę przed siebie.
- Chłoszczyść - powiedział cicho i machnął różdżką.
Już po chwili sala lśniła czystością, a chłopak uśmiechnął się zadowolony.
"Zaczynamy" pomyślał, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł z pomieszczenia, zdjął pelerynę i udał się spokojnym krokiem do  pokoju wspólnego.
^^^
Łoo! Alee świetna imprezaaa! - krzyczała Ginn - ŁO! O! ŁO! O!- piszczała, podskakując na parkiecie w rytm muzyki, a obok niej tańczyła również Hermiona, lecz ona ograniczyła się tylko do tańca. Muzyka grała bardzo głośno, wszędzie kręciła się masa ludzi a alkohol lał się strumieniami. Zarumienione już po kilku (taaa) szklankach trunku tańczyły jak szalone na parkiecie. Włosy Hermiony nie były już ułożone w misternego koka, gdyż już na początku imprezy od gwałtownego machania głową (biedny) kok się rozpadł (*)
Były całe rozgrzane, ich ubrania przylepiały się do ich spoconego ciała. Tańcząc kręciły pupami, czym przyciągnęły uwagę dwóch chłopaków, którzy tańczyli teraz obok nich. Jeden znich, szatyn z zielonymi oczami złapał Ginn za rękę i coś krzyknął jej do ucha (inaczej by nie usłyszała), po czym krzyknęła do Miony;
-Herm, idę jeszcze na drinka!!!
Hermiona wystawiła w górę kciuk
-Dobra!!! - i bawiła się dalej.
Tańczyła kręcąc się w różne strony. Po chwili chłopak, ktory tańczył obok niej złapał ją za rękę i już po chwili zaczęli tańczyć razem. Hermiona bawiła się jak nigdy. Razem z chłopakiem odprawiali szalone wygibasy, od Krakowiaka po dzikie tango (wyobraźcie sobie pijaną Hermionę tańczącą Krakowiaka :D) Chłopak miał brązowe oczy i podobny kolor włosów do jej. Pląsali po parkiecie coraz odważniejsze tańce.
W którymś momencie chłopak złapał Hermionę za tyłek i pocałował.
Hermiona (najprawdopodobniej nietrzeźwa po dużej dawce alkoholu) odwzajemniła pocałunek. Usta bruneta były szorstkie, duże i mokre. Językiem wtargnął do jej jamy ustnej, poczuła smak alkoholu. Wtedy dotarło do niej co robi. Gwałtownie odsunęła się od chłopaka.
- Przepraszam. Tego.. to nie powinno się wydarzyć. -Powiedziała poważnie , po czym odeszła w stronę toalety. Chłopak wydawał się być zawiedziony, ale już po chwili zaczął kręcić się wokół jakiejś długonogiej blondynki.
Hermiona dopchała się jakoś do toalety i podeszła do lustra. Jej makijaż był rozmazany a włosy całe skołtunione. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru alhoholu.
O nie.. Muszę znaleźć Ginn.... - mruknęła i obmyła lekko twarz wodą by zmyć i tak już rozmazany makijaż.
Po chwili jako tako się ogarnęła i wyszła z łazienki ruszając w stronę baru taranując sobie drogę łokciami.
Tak jak przypuszczała, zobaczyła tam Ginn siedzącą na krześle barowym pijąc któregośtam drinka, a obok niej siedział chłopak, który jej je stawiał i bez jakiegokolwiek skrępowania  masował ręką jej udo.
- Ginn! - krzyknęła Hermiona i podeszła do przyjaciółki.- Chodź, idziemy już stąd!
-A..ale czemu..? - spytała Ginn nieprzytomnym głosem- Hermiona, przeciez .. dopiero przyszłyśmy <HIK> - dodała i czknęła głośno, po czym złapała się za usta i zaśmiała - Przepraszam!
-No właśnie- przytaknął chłopak i  nie zwracając uwagi na Hermionę dalej masował rudej kolano. Z tego co Hermiona widziała,on też za dużo wypił.
-Nie marudź Ginny.  Idziemy. -Pociągnęła przyjaciółkę za rękę i pozwoliła rudej podeprzeć się na niej.
Chłopak zaczął coś niezadowolony mamrotać," że drinki to wypiła a rekompensaty nie dała". Hermiona jednak nie zwróciła już na niego uwagi i mozolnie zaczęły iść (jeśli można to tak nazwać) w stronę wyjścia.
Jakimś cudem udało im się dopchać do wyjścia, gdzie Hermiona teleportowała je z trzaskiem. Niestety nie była dość skupiona i zamiast trafić do salonu Gryffonów trafiły do salonu Ślizgonów.....

DZIĘKUJĘ, ŻE NADAL ZE MNĄ JESTEŚCIE!!
Moi drodzy, przez kilka miesięcy chorowałam, miałam nawet poważną operację i po prostu nie miałam sił i weny.
Teraz czuję się już o wiele lepiej i zamierzam kontynuować pisanie!
Dziękuję za miłe komentarze!
Następny rozdział za tydzień :)
Mercima